Bardzo ciekawe wieści doszły mnie zza oceanu. Oglądałem ja ci dzisiejszej nocy program typu „show” niejakiego Grega Gutfelda, do którego ów zaprasza inne twarze znane amerykańskim widzom i w nim tak dobrane towarzystwo najczęściej dworuje sobie z absurdów otaczającej je rzeczywistości. Oczywiście znając nurt jaki promuje stacja FOX News, która gości Grega z kolegami, łatwo się domyślić, że najczęściej zbiera się szeroko pojętej opcji liberalnej, co w przypadku Jankesów oznacza lewicowej. Greg, to całkiem charyzmatyczna postać medialna. Na typowy amerykański sposób popisuje się bardzo ciekawymi komentarzami ubierając je w swoje własne charakterystycznie okazywane emocje. Połączenie emocji Grega wraz z jego opiniami, to najpewniej największa zaleta jego wystąpień przed kamerami. Ale nie o tym. Zaprosił Gutfeld na rozmowę parę muzyków. On Matthew, ona Doris – oboje tego samego nazwiska – małżeństwo amerykańsko-bośniackie. Przytrafiła się im przygoda, która z racji tego czym zajmują się na co dzień, mogła okazać się dotkliwa, chociaż jak to bywa w takich sytuacjach, obróciła się przeciwko tym, którzy do niej doprowadzili, a samym jej bohaterom przysporzyła popularności jakiej dotąd im brakowało. Dream Machine, to zespół muzyczny, w którym wyżej wspomniane małżeństwo odgrywa główną rolę. On gitara i śpiew, ona śpiew i klawisze. Grupa powstała po tym jak Matthew Melton przestał muzykować w kapeli Warm Soda, dla której też pisywał teksty. Zespół nawiązał współpracę z wytwórnią Castle Face Records, co zaowocowało wydaniem pierwszej płyty pt. „The Ilussion”. W ramach promocji tej płyty Doris i Matthew Meltonowie udzielili obszernego wywiadu dla francuskiego portalu Still In Rock. W jego trakcie obaj dopuścili się mocno niepoprawnych politycznie wypowiedzi, a to krytykujących feminizm, amerykański przemysł muzyczny wypchany tym ustrojstwem, a to popierających działania amerykańskiej służby zajmującej się robieniem porządku z nielegalnymi imigrantami etc. Jednym słowem zbrodnia. Przez miesiąc nic wielkiego się nie działo, aż do momentu kiedy to ni stąd, ni z owąd, wytwórnia Castle Face Record opublikowała na swoim fejsbukowym profilu oświadczenie, w którym kompletnie odcina się od poglądów muzyków wygłaszanych w wywiadzie dla francuskiego portalu nazywając je „paskudnymi”. Tłumaczyli w nim, że wywiad został opublikowany na ich profilu, bez pełnego zapoznania się przez nich z jego treścią, która wprawiła ich w „przerażenie”. Zapowiedzieli koniec jakiegokolwiek promowania, finansowania i wspierania Dream Machine.

Jak widać w świecie zlewaczonego przemysłu muzycznego w Stanach Zjednoczonych żadnych zmian. Wyznawana przez osoby dotknięte chorobą postępactwa religia politycznej poprawności wciąż zbiera swoje żniwo. „Postęp” zaczął od szubienic, a dziś w karykaturalnej jego formie gnębi za poglądy, które mocno odbiegają od tegoż „postępu” doktryny. Ale co zabawne, a czego można było się spodziewać, cała historia jednak nie obróciła się przeciwko Państwu Melton, a wręcz przeciwnie przysporzyła im z dnia na dzień ogromnej rzeszy fanów. Osobiście sam jestem naprawdę szczególnie zaskoczony tym, co wpadło w moje ucho kiedy postanowiłem przybliżyć sobie twórczość tego politycznie niepoprawnego zespołu. Muzyka, którą grają jest tą formą muzykowania, która odpowiada mi najbardziej już od przeszło dwudziestu lat, a przekonany byłem, że aby w dzisiejszych czasach jej sięgnąć, trzeba odwoływać się do klasyków, którzy swoje tryumfy święcili i święciły kilkadziesiąt lat temu. Z mojej strony więc gorąco polecam wsparcie finansowe zespołu Dream Machine. Nie tylko dlatego jest to warte, bo grają świetną muzykę, ale przede wszystkim dlatego, że wykazują się jako ludzie niebywałą odwagą wygłaszając swobodnie swoje poglądy mimo tego, że w świecie w którym przyszło im budować swoje marzenia, te poglądy są zakazane, a ich wygłaszanie grozi odmową wejścia na topowe salony przemysłu muzycznego. Na szczęście od wielu lat da się zauważyć, że świat przesiąknięty lewicową, postepacką antykulturą, w końcu doczekał się poważnie zagrażającego mu wroga. Tym wrogiem jest rozwijająca się na naszych oczach kontrkultura konserwatywna, której nosiciele i tym razem wykazali się właściwą reakcją, masowo wspierając prześladowany zespół wykupem ich albumu w internecie. Kiedy zapytano Doris Melton o to jak to wszystko wpłynęło na ich popularność, odparła z uśmiechem, że znacznie lepiej niż w czasach współpracy z Castle Face Records. Na co dzień wszelkimi kanałami bombardowani są wyrazami poparcia ze strony swoich nowych fanów, a nawet doczekali się wielu telefonów od innych wytwórni, które gotowe są wesprzeć dalszą ich karierę. Pozostaje mi zatem jeszcze raz gorąco polecić zakup wydanej w maju debiutanckiej płyty tego jakże ciekawego zespołu i tym którzy to uczynią życzyć najmilszych wrażeń w kontakcie z jego muzyką.

Kup płytę Dream Machine „The Illusion”: dreammachine432.bandcamp.com.


Jeśli podobał ci się wpis, prosimy udostępnij.