W sieci zrobiło się głośno o jakimś projekcie partii władzy, który ma być niebawem przegłosowany, a dotyczący zmian, które podniosą cenę paliwa o 20 groszy. Jest rzeczą oczywistą, że podobne propozycje muszą spotkać się z krytyką szczególną i tak jest tym razem. Najciekawiej jest w serwisach społecznościowych, gdzie partia władzy ma spore poparcie. Ludzie w wielu przypadkach są naprawdę wściekli. Co gorsza w zamian za racjonalny odruch krytyczny w stosunku do takich propozycji, wielu zwolennikom dostaje się od własnych „towarzyszy przygody”. Tak, tak. Elektorat PiS-u spiera się miedzy sobą w tej sprawie zażarcie. Ortodoksyjni „pisowcy” mają niebywałe pole do popisu na gruncie swojej betonowości i od razu da się to zauważyć, nie próżnują. Skandaliczne kombinacje swoich politycznych idoli potrafią tłumaczyć w najbardziej idiotyczny sposób. Pojawiają się przy tym nawet cytaty z Piłsudskiego o niepodległości. Taka egzotyka, betonowy folklor.

Co bardziej zabawne w tym wszystkim, to sytuacja, w której zwolennicy PiS-u, którzy dokładnie za tym głosowali (w nieświadomości – pośrednio), teraz gdy otrzymują to za czym skreślili kratkę w urnie wyborczej, nagle reagują oburzeniem. Kiedy przedstawić im takie wyjaśnienie natychmiast wybuchną gniewem i zarzucą z całą stanowczością ordynarne kłamstwo każdemu, kto taką tezę postawi. Mamy tu do czynienia ze zmorą demokracji. System, w którym sukces partyjny w wyborach musi zależeć od ilości profitów jakie się obieca w zamian za oddane głosy, uczy człowieka myśleć w kategoriach zysku. To znaczy, że czegoś musi przybyć każdemu z wyborców, aby zdecydował się zagłosować na tę czy inną partię. Taki mechanizm determinujący podjęcie decyzji powoduje, że człowiek w ogóle nie sugeruje się druga stroną medalu – stratą. Dlaczego? Bo żeby dostrzec stratę trzeba uruchomić proces intelektualny, który potocznie nazywamy myśleniem, a w bardziej skrajnej jego formie analizą. To dla demokratycznego wyborcy już za wiele. Co innego, gdy do podjęcia decyzji wystarczy prosta ocena czy na czymś się skorzysta, czy nie. „Zagłosuję na tych, dostanę to, to i to. Zagłosuję na tamtych, to, to i to.”. Prawda, że proste?

A tutaj po prostu kłania się nieznajomość podstawowych mechanizmów jakimi rządzi się ekonomia. Frédéric Bastiat opisał tę zmorę w jednym ze swoich dzieł zatytułowanym „Co widać i czego nie widać”. Francuski ekonomista z XiX w. w bardzo prosty sposób wyjaśnia, że w ekonomii każde wydarzenie, prawo oraz czyn powoduje, że w ramach ich zaistnienia pojawiają się ich skutki; z tym zastrzeżeniem, że jedne są widoczne do razu, a inne odsunięte w czasie przez co trudniej je dostrzec. W przypadku omawianej tutaj zapowiadanej podwyżki cen paliwa mamy dokładnie do czynienia z tym o czym Bastiat napisał w swojej książce. Obietnice wyborcze otrzymania czegokolwiek nie pociągają jeszcze za sobą żadnych skutków aż do momentu, gdy zacznie się je spełniać. Każdy z wyborców oddający swój głos na Prawo i Sprawiedliwość w zamian za otrzymanie w przyszłości czegoś co dostrzeże natychmiast, w ogóle nie interesował się tym, co w następstwie tego stanie się niewidoczne przez pewien czas, aż w końcu pojawi się w ramach nieubłaganych praw ekonomicznych. I dlatego warto sobie na zawsze wbić do głowy, że jeśli chce się od polityka dostać pięćset złotych, to wiąże się to z tym, że w przyszłości benzyna musi zdrożeć. To tylko obrazowy przykład tego, czego dziś oburzeni wyborcy nie mogli dostrzec wcześniej z uwagi na to, że gdy podejmowali decyzję o oddaniu głosu, kierowali się zyskiem, a nie stratą..

Wyborcy PiS-u stają się w takich chwilach ofiarami samych siebie. Najcięższy beton gotowy jest do paliwa dopłacić nawet i 50gr, byle złodzieje z Platformy nie wrócili. Tak to właśnie działa. Nienawiść do przeciwnego obozu politycznego kompletnie odbiera rozum każdej ze stron i to jest o tyle pozytywne, że w ramach tego można nieźle ubawić się przy obserwacji jak jedni drugim skaczą do gardeł, gdy taplają się dokładnie w jednym i tym samym bagnie.


Jeśli podobał ci się wpis, prosimy udostępnij.