śledź nas  

Nie dajcie się nabierać na polityczną małpiarnię!

Już niebawem na dobre rozgorzeje kampania wyborcza do polskiego parlamentu. Na tę chwilę jesteśmy na przedbiegach tej cyklicznej eksplozji makabry będącej stałą zmienną bajzlu zwanego demokracją.

, Przez , w Polityka w . Tagi: , , , , ,

Już niebawem na dobre rozgorzeje kampania wyborcza do polskiego parlamentu. Na tę chwilę jesteśmy na przedbiegach tej cyklicznej eksplozji makabry będącej stałą zmienną bajzlu zwanego demokracją. Jako że z wyborów na wybory pranie mózgu w okresie przedwyborczym nasila się i przybiera już formę widowiska nie do zniesienia dla ludzi ceniących sobie spokój duszy i umysłu, zajmował się nim szczególnie nie będę. Ale to nie jedyny powód. Drugim jest to, że mam tę ułomność, że na politykę patrzę zupełnie inaczej niż przeciętny wyborca i zamiast łykać to, co wszelkiej maści ośrodki propagandowe oraz buszujący w nich przedstawiciele partyj walczących wciskają nam chochlami do gęb, wypatruję tego, co przed nami chowają. Niestety udaje mi się to dostrzegać na tyle często, że obserwowanie przeze mnie polityki ostatecznie sprowadza się u mnie do czegoś na wzór oglądania na wybiegu w ZOO, stada oszalałych szympansów, pośród których każdy z osobna swoimi wygłupami przed odwiedzającymi próbuje zrobić z siebie szympansa najbardziej szalonego. Oj tak, w demokracji politycy, to po prostu dobrze ubrani i wystrzyżeni wariaci. Przytoczę więc dla rozrywki tekst mojego debiutu na Salon24 z roku 2012, aby bliżej zobrazować tę moją ułomność.

Był to komentarz dotyczący wydarzenia politycznego, które w tamtym czasie przez długie dni było numerem jeden w przestrzeni medialnej. Mianowicie chodzi o tzw. “rząd fachowców” jaki wciskał nam wtedy dziś słodko panujący nam Jarosław Naczelnik II, a który, uważało się wtedy, miał być próbą krótkoterminowego zwalenia z premierowskiego stołka – rzucającego na państwo Peru gorące promienie “nadzieji” – Donalda Tuska. Przytaczam ów tekst, bo on świetnie pokazuje jak spoglądając na politykę widzę zupełnie co innego, niż widzi ogromna większość obywateli. I nie chodzi tu tylko o zwykłego szaraka sprzed telewizora, ale i nawet o naszą “elitę” publicystyczno-dziennikarską. Mój debiut nastąpił właśnie dlatego, że śledząc przez kilka dni w telewizji komentarze dyżurnych opiniotwórców, szlag mnie trafiał od wysłuchiwania bredni na temat tego, co zorganizował nam wówczas Prezes Kaczyński. Ci wszyscy ludzie, oni naprawdę głęboko wierzyli, że to wszystko naprawdę! Z zacięciem i pełni pewności siebie spierali się o prawdziwość fikcji. Nie mogłem uwierzyć, że nie znalazła się nawet jedna głowa w telewizji, która pojęłaby, co się w ogóle dzieje. W końcu nie wytrzymałem i zdecydowałem, że muszę światu wyjaśnić, co u licha jest grane. I tak z komentatora notek na S24, stałem się blogerem. Zapraszam zatem do lektury mego skromnego debiuciku, bo może da Wam do myślenia oraz ostudzi Wasze emocje w codziennym angażowaniu się w bełkot sączący się z ekranów i stronic przodujących ośrodków propagandy.

—–

Prof. Gliński premierem od 2015 roku

2 października 2012, 02:22

Zjawisko z jakim w ostatnim czasie musimy się zmagać, a które ochoczo zasponsorowało nam Prawo i Sprawiedliwość, po wcześniejszej debacie, a dzisiejszej prezentacji kandydata na premiera rządu fachowców, przybiera co raz to ciekawszy obraz. Wszyscy, a może się mylę i tylko znaczna część z głęboko osadzonych przez siebie pozycji różnej maści redaktorów, publicystów, dziennikarzy, komentatorów, blogerów i oczywiście polityków – całą tą pisowską taktyczno-teatralną potańcówkę z rządem, starają się w gruncie rzeczy przedstawiać jako faktyczny ruch mający w niedalekiej przyszłości zrzucić z politycznej szachownicy naszego jakże umiłowanego premiera. Naiwność ci to wysokich lotów sądzę. Jeżeli przy ostatnich wyczynach Prawa i Sprawiedliwości uwzględnimy jednak także daleką przeszłość, to nie da się obejść bez wrażenia, że coś tu jest nie do końca takie proste i łatwe jak mogłoby się wydawać. Bo czy Kaczyński, z tym co za nim, a co szkaradne i paskudne, aby na pewno posiada arsenał, którym jest wstanie w tej niedalekiej przyszłości powalić Tuska? Pozbierawszy wszystko do kupy jestem skłonny stwierdzić, że to wszystko co serwuje nam Pan Prezes, to zaledwie początek rozgrywania polityki na fundamencie łacińskiej sentencji adhibe rationem difficultatibus – w trudnościach odwołuj się do rozumu.

Myślę, że ostatnie zagrywki Jarosława Kaczyńskiego, bo tak je trzeba nazwać – zagrywkami, czego nikt chyba jeszcze w ten sposób nie opisał, są bardziej początkiem wielkiej kampanii przygotowującej PiS do przejęcia władzy w 2015 roku, niż próbą stanięcia w narożniku do walki z mocno przecież panującym dzisiaj na ringu Donaldem Tuskiem. PiS został przecież przez ostatnie pięć lat tak solidnie zbombardowany przez speców od marketingu politycznego Platformy Obywatelskiej, że nie ma nawet co marzyć o tym, by w krótkim odstępie czasu – nawet przy wszelkich aferach uderzających w szefa rządu – mogło przejąć władzę. I dlatego śmiem jednak wyczuwać tutaj tylko i wyłącznie dalekosiężną taktykę na zerwanie z siebie maski jaką spece od PR-u PRM umiejętnie założyli na PiS-u twarz. Wiemy, że owa maska, to odium, którego PiS jeżeli się umiejętnie nie pozbędzie w najbliższych latach, to prędzej do 2015 roku skończy na politycznym marginesie, niż będzie miało realna szansę na przejęcie władzy. Kaczyński przedstawił już wcześniej nowej jakości debatę w polityce, a dzisiaj kolej na nietypowe, acz trafne merytorycznie rozwiązanie. Przedstawienie kandydatury prof. Glińskiego doskonale sugeruje kompletny brak zainteresowania PiS-u przejęciem władzy tylko dla niej samej. Taki ruch uwiarygadnia Kaczyńskiego, jako prawdziwie rzetelnego w misji naprawy stanu państwa. Dzisiaj tylko ewentualnie hipotezami można zarzucać mu, że rwie się do stołka i o nic więcej mu nie chodzi. Przewiduję, że to dopiero początek całej masy niespotykanych wcześniej w polskiej polityce zagrań, ruchów i propozycji ze strony opozycji. Wiemy przecież, że totem koalicyjny jest tak solidnie zakopany, że dopóki na przestrzeni czasu nie przekona się wyborców większą ilością prawdziwie rzeczowych argumentów, to tego totemu żadna siła nie przewróci, a do walki z rządzącym dzisiaj pijarowskim Goliatem nie ma co stawać. PiS dziś wraca do taktyki pozapartyjnego premiera chyba tylko dlatego, że w 2015 roku właśnie, będzie potrzebował dwóch kandydatów do przejęcia sterów w naszym kraju. Prof. Gliński, to ktoś, kto na przestrzeni następnych trzech lat, wydaje mi się, ma zostać wyborcom zaaplikowany jako rzetelny, solidny i rzeczowy kandydat na premiera. Jeżeli to Kaczyńskiemu się uda, to sam Kaczyński będzie mógł wtedy stanąć do walki o prezydenturę w 2015 roku i cały ten hipotetyczny scenariusz się dopełni. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość w ciągu najbliższych trzech lat będzie potrafiło utrzymać na nogach ten pozytywny wizerunek jaki od pewnego czasu buduje, to przy całej katastrofalnie dzisiaj wyglądającej platformerskiej lalce Barbie będzie miało możliwość pokusić się na tak upragniony wszakże przez nich scenariusz węgierski. Partia rządząca oraz pijarowscy rycerze Tuska muszą się przygotować na batalię o jakiej jeszcze pół roku temu nawet nie mogli śnić w swoich najbrzydszych koszmarach. Także, drodzy czytelnicy, myślę, że czas usiąść wygodnie, okiełznać wiadro z popcornem i czekać w spokojności na bój o standardzie jakiego nie przyszło nam dotąd spotkać. Pozostaje także nadzieja, że Platforma Obywatelska nie zepsuje nam tego ewentualnego widowiska jakimś szybkim ciosem poniżej pasa, w których wiadomo, że się specjalizuje od dawien dawna.

Nie dajcie się nabierać. Wyniki najbliższych i kolejnych wyborów już są dawno zaklepane. Reszta, to tylko spektakl dla rozentuzjomowanej plemiennej widowni i plemiennych aktywistów z partyjnych dołów. Myślę, że przeczytawszy cytowaną wyżej notkę, zrozumiecie, że nie warto na co dzień zachwycać się małpimi wygłupami i na nie się nabierać.

Chcesz być informowany o nowych wpisach?

śledź nasze profile społecznościowe