Panie, nazistami straszą!

Piątkowy reportaż tefauenowskiego „Superwizjera” na pewno nie jedną osobę wprowadził w zdumienie. Wszystkie materiały przedstawione w reportażu są w ich ogromnej części zatrważające. Grupa bezlitośnie tępych półgłówków, zorganizowała sobie obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera w górnośląskim lesie.

, Przez , w Media w . Tagi: , , , , , , , ,

Na wstępie chciałbym wszystkich przeprosić, za kolejny mój przydługi wpis, z którym każe się Wam zmierzyć. Temat jednak jest na tyle istotny, że nie byłem w stanie napisać tego wszystkiego w przyjaznym dla przeciętnego czytelnika skrócie. Uważam bowiem, że odpalona w piątek przez Wiertniczą bomba, nie jest tym, czym dla przeciętnego widza się wydaje. Dlatego chciałem skrupulatnie przeprowadzić was przez mój pogląd na temat jej wybuchu. Mam nadzieję, że jeśli ktokolwiek da radę przebrnąć przez cały tekst, to będzie to na tyle dla niego wygodne, że nie dozna potrzeby zmieszania mnie z błotem w komentarzach. Ale do rzeczy.

Piątkowy reportaż tefauenowskiego „Superwizjera” na pewno nie jedną osobę wprowadził w zdumienie. Wszystkie materiały przedstawione w reportażu są w ich ogromnej części zatrważające. Grupa bezlitośnie tępych półgłówków, zorganizowała sobie obchody rocznicy urodzin Adolfa Hitlera w górnośląskim lesie i przy sztandarach nazistowskich Niemiec odśpiewywała pieśni na jego cześć. Widok hołdujących niemieckiemu zbrodniarzowi Polaków u każdego zdrowego na umyśle obywatela naszego kraju musi gotować krew w żyłach. Przekaz jaki jawi się z reportażu „Superwizjera” jest naprawdę mocny. Niestety oprócz słusznej i stanowczo koniecznej rozprawy z tym nieprzystającym do jakichkolwiek form inteligencji marginesem środowisk narodowych, pojawia się w nim także kilka mniejszego kalibru zabiegów propagandowych uderzających także w ogromną tego środowiska większość, która z przytoczonymi w reportażu postawami, ideologią i ekscesami nie ma nic wspólnego. Zresztą nie jest to przypadek, taki był po prostu cel.

Co typowe dla demoliberalnych mediów, reportażyści „Superwizjera” żerują na ignorancji przeciętnego widza bezczelnie nazywając bohaterów swojego materiału mianem „prawicowych ekstremistów”. Gdy tymczasem tylko pobieżna rozprawa nad znanymi z historii myślami społeczno-politycznymi jasno wykaże, że gloryfikowany przez wspomnianych w reportażu idiotów narodowy socjalizm, nie ma nic wspólnego z tzw. prawicą. Mało tego, jest zupełnym przeciwieństwem tzw. myśli prawicowej. Jednak środowiska demoliberalne, tj. lewicowe, nie potrafią sobie z tym oczywistym faktem psychicznie poradzić, a to skłania te środowiska do nagminnego manipulowania i zakłamywania rzeczywistości. Zarówno lewica jak i prawica dzielą się na dwa istotne nurty. Nurt internacjonalistyczny oraz nurt nacjonalistyczny. Wszystkie te odłamy na długiej osi podziału ideologicznego mają różne odcienie pod względem radykalności swoich postaw i poglądów. Skrajna internacjonalistyczna lewica, to nic innego jak komunizm. Po prawej stronie tego podziału najbardziej skrajną formą internacjonalistyczną są zdecydowanie libertarianie, którzy inaczej niż ich lewicowy odpowiednik skrajności, internacjonalizmu nie tyle postrzegają jako fundament kształtujący ich polityczno-społeczną myśl, ani też jako wroga, a po prostu uważają, że podział społeczeństwa na narody nie jest niczym, czym dla definiowanego przez nich porządku społeczno-politycznego powinniśmy sobie zaprzątać głowę. W obu tych przypadkach rzeczony internacjonalizm wyrasta po prostu na mniej lub bardziej istotną formę abstrahowania od nacjonalizmu. Skrajna lewica ma do pojęcia narodu stosunek wrogi, skrajna prawica (libertarianie) kwestie narodowości uważa za nie istotną, więc ewentualnie zbyteczną, co nie oznacza, że koniecznie zbyteczną, bo zgodnie z wolnościowym przesłaniem swojej idei, prawo jednostek do formowania się w narody tej idei nie przeszkadza w niczym.

Niestety problem się pojawia, bo po obu stronach (prawej i lewej) istnieje także nurt nacjonalistyczny, tj. ten, który za kręgosłup swojej myśli uważa odwoływanie się do narodu. Internacjonalistycznej lewicy, która opanowała niemal w pełni najbardziej istotne dla życia publicznego ośrodki kształtowania świadomości społecznej (media, uniwersytety, kulturę), a antynarodowość stawia sobie za fundament, to zaś nie odpowiada, więc skazana jest wszystko co narodowe nazywać prawicą, aby się od każdego narodowego nurtu odróżnić, bo przy tak skonstruowanym podziale, to ona jest jedyną słuszną lewicą. Inaczej pisząc, jeśli ja jestem lewicą, a najważniejszym tego aspektem jest to, że odrzucam podział na narody, to każde skojarzenie moich poglądów z czymś, co może być równocześnie narodowe, powoduje, że przestaję być lewicą. Trzeba zrozumieć, że takich ludzi nigdy nie uda się przekonać, że przymiot „narodowy” nie oddaje w żaden sposób podziału społeczeństwa na ten lewicowy czy prawicowy. Stwierdzanie, że zawiera w sobie odwołanie zarówno do tej części społeczeństwa, która jest lewicowa jak i prawicowa, w uszach takiego człowieka staje się obelgą. Nie oszukujmy się. Kiedy z ust lewicowca słyszymy twierdzenia jakoby narodowy znaczy prawicowy, nie pozostaje nic innego jak popukać się czoło. Cały ten logiczny konstrukt w umyśle tych ludzi, to jedna wielka herezja. Zresztą dla nich logika nie odgrywa pierwszorzędnej roli, jak dla każdego postępackiego umysłu jest dla nich przeszkodą, która godzi w ich kult narracji dającej możliwość do swobodnego mieszania pojęć w zależności od tego w jaki sposób, w danej chwili, trzeba przekonać do nowo rysującej się konieczności dziejowej. Nie dalej jak przedwczoraj w daleko idącym skrócie przedstawiłem ten logiczny konstrukt pewnemu skrajnie usposobionemu lewicowemu użytkownikowi Twittera. Nawet nie próbował z tym polemizować, od razu mnie zbanował, bo zderzenie tych ludzi z najprostszym logicznym konstruktem obalającym w proch ich absurdalne pojmowanie rzeczywistości, wywołuje u nich tak silny dysonans poznawczy, że nie pozostaje im nic, jak tylko zbanować. W głowach takiego delikwenta osoba zbanowana, to taka, która nigdy nie istniała, nigdy niczego nie napisała, a więc „logiczność” jego poglądu nigdy nie została naruszona. Ewentualna próba przekonywania kogokolwiek kto podobnym konstruktem uderzy w ich pojmowanie rzeczywistości, nosi za sobą to ryzyko, a raczej tę oczywistość, że po kilku wzajemnych kuksańcach zostaną bezlitośnie znokautowani. Ban to jedyne dla nich rozwiązanie.