Zacznę od tego jak ja patrzę na nowelizację ustawy o IPN dot. terminu „polskie obozy śmierci”. Niestety jest ona krokiem w bardzo złym kierunku. Bez dwóch zdań narusza ona wolność słowa, a co gorsza obnaża ona nasze państwo i nasz naród ze słabości. Jeśli bowiem walkę o prawdę historyczną mamy wygrywać penalizacją kłamliwych, szkodzących wizerunkowi Polski i Polaków określeń, to jasny z tego wniosek, że od strony krzewienia prawdy na temat polskiej historii ponieśliśmy sromotną klęskę. Przyznając się w ten sposób do słabości przynosimy samym sobie wstyd o wiele większy niż przynosi nam stosowanie tego terminu przez obce Polsce osoby, które najczęściej stosują go z powodu ignorancji – przynajmniej nie da się jednoznacznie tego stwierdzić. Jest wielkim nieszczęściem, że państwo polskie chce ludzi karać za stosowanie kłamliwych określeń. Argument mający bronić tę metodę, odnoszący się do powstałego w zapisach prawnych terminu „kłamstwo oświęcimskie” zupełnie do mnie nie trafia. Jest to dokładnie z tych samych powodów zły zapis. Nie wolno nam prawdy bronić siłą. Stosunek do niej jako jeden z naszych najcenniejszych fundamentów cywilizacyjnych, będzie tylko wtedy cennym, gdy prawdzie nie będziemy zmuszeni w taki sposób pomagać. Prawda historyczna chroniona pałką staje się prawdą żałosną, ułomną.

Przejdźmy jednak do clue burzy jaka rozpętała się przez miniony weekend. Niestety naiwnym jest sądzić, że całe zamieszanie, to tylko jakieś chwilowe nieporozumienie na linii stosunków polsko – żydowskich. Kiedy czytam o tym, że nasz prezydent „był zbulwersowany” podniesieniem tej kwestii przez ambasador Izraela akurat podczas obchodów odbywających się w muzeum Auschwitz, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko bezradnie załamać ręce. Nasz prezydent od początku swojej prezydentury w swej polityce dotyczącej stosunków pomiędzy Polską a Izraelem błądzi jak dziecko we mgle. Zamiast się bulwersować, lepiej by było, gdyby w końcu zechciał z tej mgły się wydostać i otworzyć oczy. Tak zwana „Rzeczpospolita Przyjaciół”, którą nasz prezydent, nie wiadomo przy czyjej pomocy, skonstruował sobie w głowie, właśnie się rozsypała. I nawet jeśli pan prezydent usilnie będzie udawał, że się nic nie stało, to nie zdoła zasłonić tym, góry gruzu, która po niej pozostała. Jeśli ktoś, kto chce uchodzić za poważnego polityka, narracji o „przyjaźni” nie używa jako cynicznego lania wody, a głęboko wierzy, że coś takiego na gruncie politycznym może istnieć, to prędzej czy później rzeczywistość po niego przyjdzie, tak jak przyszła po nas teraz. Mało jest państw na świecie, które tak jak Izrael, opanowały z taką skutecznością sztukę realizowania swojego interesu w oparciu o cyniczną i bezwzględną praktykę. Liczenie na to, że z takiego rodzaju partnerem w prowadzeniu interesów ugramy cokolwiek opowieściami o „przyjaźni”, to po prostu polityczna dziecinada. My tu o „Rzeczpospolitej Przyjaciół”, a PREMIER Izraela (nie poseł Knesetu, nie jakiś żałosny niedouczony publicysta czy niedouczona publicystka) o tym, że przeciwstawiając się kłamstwom przypisującym nam udział w Shoah, próbujemy zmieniać historię i sugeruje, że mamy na celu negowanie Holokaustu. Czy naprawdę tak trudno dostrzec, że sprawa w ten sposób została postawiona jasno? Naprawdę nikt nie dostrzega, gdzie od początku strona Izraelska w relacjach między naszymi państwami stawia nas w szeregu? Teraz Polacy będą w polskich mediach ekscytowani występami różnych przedstawicieli diaspory żydowskiej, zaklinających się, że to nie były polskie obozy, że nie ma tu u nas antysemityzmu i innymi tego rodzaju pacyfikującymi usypiaczami, a przecież jak jest, i czego się od nas oczekuje wyłożył jak krowie na rowie PREMIER Izraela. My tu będziemy wsłuchiwać się w fantastykę Stamblerów, Weissów, Danielsów i innych Schudrichów, a ci, których stanowisko powinno nas najbardziej interesować i fundamentalnie ustawiać naszą politykę, w nas pałą. Zaś my wielce zbulwersowani, wielce zaskoczeni, wielce zawiedzeni. Ot, polski kabarecik.

Po raz kolejny staliśmy się przedmiotem potężnej antypolskiej kampanii. Od tygodni Polska musi się tłumaczyć jak nie z ustawki zorganizowanej w górnośląskich krzakach, to z tego, że ustawą karzącą za polską wersję „kłamstwa oświęcimskiego” nie chcemy takiego właśnie kłamstwa uprawiać. Jak drodzy rodacy chcecie się teraz przed tym wszystkim bronić? Nie próbujecie niby ukrywać prawdy o tym, że Polacy brali współudział w Holokauście? A ci naziści oddający cześć Hitlerowi w lesie, to skąd? Pani ambasador Azari ich tam wysłała, pan premier Netanjahu? A może tych dwoje nieuków o nazwiskach Lapid i Harkov? Wy chcecie komukolwiek wmawiać, że nie macie czego ukrywać, że to nie po to, ta ustawa? Co roku przez ulice Warszawy przechodzą świętujący odzyskanie przez Polskę niepodległości niezliczone ilości „faszystów, zwolenników białej supremacji”. A czekajcie do marca – wtedy dopiero przypomni się nam skąd nam nogi wyrastają.

Następna strona

Jeśli podobał ci się wpis, prosimy udostępnij.