śledź nas  

Trump w Europie. Co by się nie wydarzyło, zawsze z tego jakiś przełom wyjdzie.

Nadzieje z wizytą Donalda Trumpa w Polsce są naprawdę wysokie. Biorąc pod uwagę program jego wizyty, można uznać, że nie są dyktowane żadną naiwnością, bo przecież napięty jej plan pokazuje, że w Polsce USA mają naprawdę wiele do załatwienia i sprawiają wrażenie wysoce zainteresowanych tym, by to Polska była kluczowym krajem, który w nowej amerykańskiej polityce na wschodnią Europę odegra właściwą jej interesom rolę.

, Przez , w Polityka w . Tagi: , , , , , , , ,

Już za kilka dni Polska będzie gościć na swej ziemi najoryginalniejszego polityka wielkiej wody jakiego nosi Ziemia. Nadzieje z wizytą Donalda Trumpa w Polsce są naprawdę wysokie. Biorąc pod uwagę program jego wizyty, można uznać, że nie są dyktowane żadną naiwnością, bo przecież napięty jej plan pokazuje, że w Polsce USA mają naprawdę wiele do załatwienia i sprawiają wrażenie wysoce zainteresowanych tym, by to Polska była kluczowym krajem, który w nowej amerykańskiej polityce na wschodnią Europę odegra właściwą jej interesom rolę. Zwłaszcza spotkanie z przywódcami reprezentującymi Inicjatywę Trójmorza jakie ma się odbyć po rozmowie Donalda Trumpa z naszym prezydentem, staje się szczególnie ważne, bo to nie tylko wydarzenie o wielkim znaczeniu dla krajów naszego regionu, ale przede wszystkim jasne i wyraźne zaznaczenie przez USA, że pod jej protektoratem powstaje nowy geopolitycznie istotny projekt, którym będzie rozszerzać swoje wpływy grając tym samym na nosie tym, którzy Polskę chcieliby na wszelkie sposoby eksploatować, a i bezczelnie pouczać. Trudno nie docenić takiego gestu ze strony Donalda Trumpa, bo chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że bez jego obecności na tym szczycie, trudno byłoby liczyć na to, że zostanie on w zachodnich mediach w jakikolwiek wyraźny sposób odnotowany. Wydaje się wręcz, że w interesie niechętnej wobec nas postawy Niemiec, a tym bardziej Francji, zrobiono by wszystko, aby na Zachodzie nikt tego szczytu nie zauważył i tym samym nie dać też powodu swoim mocno już sfrustrowanym obywatelom, do głębszego zastanowienia się nad tym, w którym obecnie miejscu znajdują się ich kraje w polityce międzynarodowej. Wygodniej jest ich trzymać w przekonaniu, że wciąż są niekwestionowanymi liderami Europy, a wszystko co na wschód od Odry, to ciągle ten sam niesforny „nieoświecony plebs”, który idealnie pielęgnuje ich własne poczucie wyższości nad nim.

I tu obecność Trumpa drastycznie zmienia postać rzeczy, bo w takiej sytuacji trudno będzie udawać, że nic się nie wydarzyło. Warto zauważyć, że w ostatnich dniach w niemieckich mediach pojawiają się szczególnej treści artykuły przedstawiające Polaków jako naturalnych rasistów i żydożerców. Przeczuwam w tym jakieś drugie dno, które być może ma zrekompensować niemieckim obywatelom szok jakiego doznają, gdy na pl. Krasińskich prezydent USA wygłosi do Polaków mowę, a która w istotny sposób podrażni Niemców pewność siebie. „No jakże to Polska europejską potęgą? Przecież tam od czasu zakończenia wojny grasuje dziki rasizm. Nawet nie można spokojnej wycieczki zorganizować, bo miejscowa ludność wciąż zieje tym genetycznym rasizmem, który tuż po wojnie zmusił setki tysięcy Żydów do ucieczki w granice naszego kraju, gdzie w pełnej atmosferze braterstwa z nami Niemcami mogli zapomnieć o piekle polskiego antysemityzmu.” Tak sobie wizualizuję efekt, jaki mogła by chcieć osiągnąć berlińska władza. Byłby to całkiem logiczny krok do przodu w wykonaniu niemieckiej propagandy, na wszelki wypadek, gdyby podczas odbywającego się tuż po warszawskiej wizycie prezydenta USA, szczytu G20 w Hamburgu, Niemcy nie wyszłyby z niego z twarzą jaką marzy im się wyjść. To by dopiero było, gdyby z Polski docierałoby do Niemiec wyraźne wzmocnienie jej pozycji w Europie, a ze szczytu w Hamburgu wyszłyby jakieś frapujące niemiecką godność niespodzianki. Niestety ostatnimi czasy niemiecka pewność siebie wśród rdzennych Niemców jest wystawiana na wysoką próbę. Takie kosmetyczne zabiegi niemieckiej bezpieki na swoich poddanych nie muszą wcale wydawać się czymś absurdalnym. W końcu poczucie ducha w narodzie, to jeden z fundamentów utrzymywania go w jego poczuciu bycia prymusem na drodze do zdobyczy oświeconego postępu. Być może trochę sobie drwię i ironizuję, ale naprawdę zbliżające się wydarzenia, to przełomowe w rozumieniu geopolitycznym procesy. Niech nas jednak zbytni optymizm nie uśpi. Ostatecznie, obojętnie czego bym dotąd na ich temat nie napisał, to abyśmy mogli realnie ocenić korzyści z nich dla Polski płynące, będziemy musieli uważnie śledzić przebieg szczytu hamburskiego. Być może tam padną jakieś szumne deklaracje w stronę nieprzychylnych nam stolic, które całkowicie obrócą w proch nasze dobre samopoczucie po szczycie warszawskim. Sukces warszawskiego definitywnie zależy od tego, co wydarzy się w Hamburgu. Pozostaje nam trzymać kciuki za tym, aby właściwa prezydentowi USA oryginalność, to w Warszawie przyniosła dla nas jak najlepsze wieści, a nie jak najgorsze z Niemiec.

I tak na koniec, żeby już nie kończyć tak dalece niepewnym przekazem, chętnie zakończę dobrą nowiną pewną. Jestem w stu procentach przekonany, że ostatnie podrygiwania naszej rodzimej opozycji, po wizycie Donalda Trumpa kompletnie ustaną. Całe to środowisko politycznych miernot, zostanie ostatecznie zgaszone tak, jak niepowtarzalny Trump gasi na co dzień amerykańskie mainstreamowe media. W naszych telewizorach zaczną się jawić już tylko jako zagubione pajacyki, które nie bardzo wiedzą, co robić, co mówić i gdzie się schować. To wizyta prezydenta USA na pewno Polakom zapewni. Obiecuję.